Budki telefoniczne przechodzą do lamusa

null

Do końca roku z ulic Lublina zniknie kolejnych 61 ogólnodostępnych aparatów telefonicznych. Wszystko z powodu, że są mało używane.

Kilkanaście lat temu stały praktycznie na co drugiej ulicy, ustawiały się do nich kolejki, a żeby do kogoś zadzwonić trzeba było swoje odstać. Wiele osób nie miało w domu telefonu, więc były jedynym kontaktem z rodziną czy też pomocne w załatwianiu wielu spraw. Przy tych najbardziej obleganych toczyło się drugie życie miasta, a kłótnie o długość prowadzonych rozmów były na porządku dziennym. Teraz ogólnodostępne aparaty telefoniczne znikają w szybkim tempie, gdyż zostały wyparte przez telefony komórkowe.

Do maja 2011 roku Telekomunikacja Polska miała obowiązek świadczenia usługi powszechnej, a w tym utrzymywanie budek telefonicznych. Zgodnie z przepisami na 950 mieszkańców musiał być jeden aparat. Po wygaśnięciu owych przepisów rozpoczęła się akcja likwidacji telefonów, z których nikt nie korzystał. Dla operatorów generowały one ogromne koszty, zwłaszcza stare niebieskie automaty na kartę, które w większości były wykorzystywane jako darmowy środek łączności. Niezwykle słabe zabezpieczenie tych aparatów telefonicznych spowodowało, że zostały one dość szybko rozpracowane przez oszustów i rynek zalała fala podrabianych kart, które można było kupić za ułamek ich wartości.

W kwietniu 2009 roku w województwie lubelskim było 3448 automatów telefonicznych z czego przez ostatnie pięć lat zlikwidowano ich 2495. Podobna sytuacja jest w samym Lublinie, gdzie z 703 aparatów zostało ich 295. Nie oznacza to jednak, że te które zostały nie znikną z naszych ulic. Jak poinformowała nas Maria Piskier z Telekomunikacji Polskiej – W tym roku zlikwidowanych będzie 188 aparatów w województwie lubelskim oraz 61 w samym Lublinie. Wszystko z tego powodu, że koszt utrzymania publicznych aparatów samoinkasujących to także koszt utrzymania towarzyszącej im infrastruktury takich jak linia i centrala telefoniczna, który bardzo często wielokrotnie przewyższa wpływy z realizowanych za ich pośrednictwem połączeń telefonicznych – dodaje Maria Piskier.

Dzisiaj większość ulicznych budek stoi bezużyteczna, gdy jeszcze w 2005 roku korzystało z nich 19 procent Polaków, a w 2010 r. było to już zaledwie 8 proc. Obecnie ta liczba jest jeszcze niższa, o czym świadczy to, że pod koniec ub. roku w całym kraju było 1250 budek które przez cały miesiąc nie odwiedziła nawet jedna osoba. Nie przydają się one również w celu wezwania pomocy, gdyż jak dowiedzieliśmy się w Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Lublinie, praktycznie nie zdarzają się już połączenia z prośbą o pomoc nawiązywane za pomocą ogólnodostępnych aparatów telefonicznych.

Choć są jeszcze miejsca gdzie znajdują się one w centrum zainteresowania, a ludzie nie wyobrażają sobie bez nich życia. Najbardziej wykorzystywane są te, znajdujące się w Zakładach Karnych. Więźniowie mają zakaz posiadania telefonów komórkowych, więc budki są dla nich jedynym kontaktem z osobami na wolności. Oczywiście tylko i wyłącznie na zasadach określonych przez Zakład Karny. Wykorzystywane są również te, znajdujące się na dworcach w szpitalach,  czy też w urzędach. Korzystają z nich również osoby mające rodzinę za granicami kraju. Dzwonienie z nich do niektórych krajów jest znacznie tańsze niż przez komórkę.