Za 500 złotych długu pobił kolegę na śmierć. Usiłował upozorować wypadek

Przez lata ukrywał się w Irlandii, w końcu stwierdził, że się zmienił i chce zacząć nowe życie. Został już dwukrotnie skazany, raz na 4,5 teraz na 6 lat pozbawienia wolności.

 

Wszystko wydarzyło się w sierpniu 2004 roku w Chełmie. Przy ul. Krzywej, w plenerze trzech znajomych raczyło się alkoholem. Gdy byli już dobrze wstawieni, Robert K. przypomniał sobie, że Ryszard Sz. jest mu winien pieniądze. Chodziło o 500 złotych za narkotyki, które mężczyzna wziął, lecz nie zapłacił za nie. Pomiędzy pijanymi mężczyznami doszło do kłótni a następnie rękoczynów. Jednak wątłej budowy ciała Ryszard Sz. nie miał szans w starciu z prawie dwa razy większym od niego rywalem.

Robert K. bił siedzącego na murku kolegę do momentu, aż ten przewrócił się na ziemię. W międzyczasie trzeci z mężczyzn widząc co się dzieje, postanowił po cichu opuścić towarzystwo. Sprawca widząc, iż jego ofiara się nie rusza, postanowił upozorować wypadek. Przeciągnął nieprzytomnego kolegę do samochodu, a następnie wywiózł za miasto i porzucił przy drodze w miejscowości Bezek w gminie Siedliszcze.

Po chwili przypadkowe osoby zauważyły leżącego na poboczu mężczyznę. Dostrzegły też odjeżdżający z miejsca zdarzenia pojazd. Myśląc, że mężczyzna został potrącony natychmiast powiadomili policję i pogotowie ratunkowe. Ciężko ranny Ryszard Sz. został przetransportowany do szpitala, gdzie dwa dni później zmarł. Policjanci pomimo prowadzonego przez wiele miesięcy śledztwa nie zdołali ustalić sprawcy i sprawa została umorzona. Jednak nie na długo.

Mundurowym pomógł przypadek. W czerwcu 2005 r. zatrzymali Roberta P., który posiadał przy sobie znaczną ilość narkotyków. Mężczyzna chcąc ratować się przed długim pobytem w więzieniu, zgodził się pójść na współpracę ze śledczymi. Zamiast jednak powiązań narkotykowych wyjawił im szczegóły śmierci Ryszarda Sz. Zatrzymany był bowiem trzecim uczestnikiem popijawy, tym który widząc katowanego znajomego, oddalił się z miejsca a następnie przez rok milczał. Wskazał również czyim samochodem został przewieziony pobity mężczyzna.

Tu policjantom znów dopisało szczęście. Właściciel poloneza nie należał bowiem do tych, którzy dbają o porządek w pojeździe. Dzięki temu we wnętrzu auta policyjni technicy odnaleźli wiele śladów, m.in. krew i włosy denata. Niebawem zatrzymano i przesłuchano Roberta K., lecz ten nie zamierzał przyznawać się do winy. Wobec braku mocnych dowodów mężczyzna wyszedł na wolność i niebawem uciekł z kraju. Mundurowi zdobyli niebawem niezbite dowody jego winy, jednak przez następne lata sprawca ukrywał się w Irlandii. W 2015 roku postanowił jednak wrócić. Wiedząc, ze tym razem mu się nie uda uniknąć odpowiedzialności, wpadł na pomysł, aby dogadać się z prokuraturą.

W zamian za list żelazny, gwarantujący mu odpowiadanie z wolnej stopy, oddaje się do dyspozycji śledczych. W marcu b.r. Sąd Okręgowy w Lublinie uznaje Roberta K. za winnego spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu skutkującego zgonem, oraz próbę upozorowania wypadku. 39-latek zostaje skazany na 4,5 roku pozbawienia wolności. Z orzeczeniem sądu nie zgadza się jednak prokurator, uznając iż wyrok za śmierć człowieka jest zbyt niski. Sprawa trafia do rozpatrzenia przez Sąd Apelacyjny, gdzie prokurator domagał się dla Roberta K. 7 lat pozbawienia wolności. Sędzia przychylił się do wniosku prokuratury i podwyższył karę, jednak na 6 lat pobytu za kratkami.

Pozostaje jednak jeszcze jedne problem. Robert K. wciąż przebywa w Irlandii. Jeżeli sam nie zgłosi się do Zakładu Karnego, konieczne będzie wydanie za nim Europejskiego Nakazu Aresztowania.

(fot. archiwum)
2017-09-09 15:53:52